Wolfshadow
W kwestii edukacji się nie dogadamy. Jak już napisałem Twój punkt widzenia jest dla mnie nie do zaakceptowania, zresztą nie chodzi mi o oświecanie wszystkich ludzi, czego chyba nie pojmujesz. Fakty są takie: ludzie nic nie wiedzą nt łowiectwa, myśliwych, obwodów, zwierzyny zamieszkującej okoliczne lasy, przepisów. A to źle, a nawet fatalnie, przede wszystkim dla nas – myśliwych. I nikt inny za nas tego stanu nie zmieni, więc darujmy sobie dyskusję odnośnie sensu wchodzenia PZŁ do szkół. Mój punkt widzenia jest przede wszystkim punktem widzenia myśliwego – zaś Tobie jako miłośnikowi przyrody (łamiącego przepisy

) może to wisieć - nie ma w tym nic dziwnego.
Wszystkie przypadki, o których piszesz, odnoszą się do ludzkiej bezmyślności. Nic nowego. Właściwie to nie wiem, czemu o tym piszesz, ale ok. Przecież procedury, które przytaczasz i które być może w przyszłości zostaną wprowadzone, nie zapobiegną temu, że jakiś dupek kupi sobie charta i będzie go trzymał w M2. Nie daj Boże pójdzie w las, wypuści go i będzie to o czym cały czas piszesz – Polak mądry po szkodzie. Tylko po co akurat po szkodzie? I dla środowiska – i dla tego człowieka – i dla jego psa? Ale to o czym piszę znów odnosi się po części do uświadamiania ludzi.
Cytuj:
W tej kwestii (i nie tylko) jestem i będę odporny na wiedzę. Choćby z prostego powodu - dopóki szkody nie robię to weź i się lepiej czep... psiego ogona. A jak szukasz problemów to zaprowadzę Cię pod najbliższą ambonę i wręczę czarny worek na śmieci i porozmawiamy o trosce o środowisko.
Taktyka stara jak świat – to tak jakbym jechał na autostradzie zamiast 130km/h ok. 140km/h i zatrzymała mnie policja a ja: panie, jadę spokojnie, nikomu krzywdy nie robie, prędkość prawie idealna więc idź pan lepiej szukaj złodziei. Wybacz, ale ktoś kto się wypowiada o ochronie środowiska, a sam nie przestrzega przepisów, po prostu jest mało wiarygodny.
Cytuj:
Tak. W tym na zawodach LOK'owskich
.
Kurcze – z broni myśliwskiej. Np. dzika czy zająca na przebiegu? Wiem, że teraz równie dobrze mógłbym pisać o kosmosie bo komuś kto nie jest myśliwym ciężko będzie zrozumieć jak długo trzeba trenować by osiągnąć zadowalające wyniki w strzelaniu do ruchomych obiektów. Sęk w tym, że te dobre wyniki na strzelnicy niełatwo przenieść na polowanie, bo strzał do żywego zwierzaka to przeżycie.
Cytuj:
I właśnie dlatego działacze PZŁ walczą coby nie wprowadzać broni cięciwowych do łowiectwa. Bo istnieje obawa, że trzeba będzie zejść z ambony, wciągnąć brzuch i zacząć podchody. A nie wszystkim to pasuje. Lepiej grzać z 200m ... Prawda?
Nieprawda. Za bardzo nie wiem na jakiej podstawie tworzysz takie teorie. W tych sprawach jest mi ciężko jako myśliwemu rozmawiać z niemyśliwym. Generalnie akurat jestem zwolennikiem wprowadzenia do polowania łuków. Ale myślę, że dyskusja na ten temat jest bezcelowa. Powiem tyle: równie dobrze myśliwy może polować bez optyki, lub używając kolimatorów na polowaniu indywidualnym – wtedy jest zmuszony do podchodu. Wszystko zależy jakiego typu polowanie Cię rajcuje – ja jestem np. zwolennikiem podchodu i oddawania strzału z mniejszych odległości. Ale podchód nie zawsze jest możliwy – np. na skrzypiącym śniegu itd. Osobiście nie rozumiem niechęci do łuku, tym bardziej, że jest dopuszczony do polowań w Afryce. A bajki typu strzelanie na 200m i więcej – szczególnie do poruszających się zwierząt, czy nierozpoznanego celu odstawmy na bok (od tego jest Regulamin Polowań).
Cytuj:
Ma też swoje plusy. W przypadku pomyłki kula usypia na zawsze. Bliska odległość wbrew pozorom jest zaletą - patrz myśliwy, który miał problem z odróżnieniem psa od osła. Ja wiem, że jednostkowego przypadku nie można podciągać pod statystykę ale tym razem był to na szczęście tylko osioł. Na ile zagryzionych saren wycenisz ludzkie życie?
Owszem ma plusy – zresztą nigdzie nie napisałem, że ich nie ma. Ale musi być spełniony szereg warunków a z tym jest już gorzej, co sprawia, że taka broń jest użyteczna tylko w określonych przypadkach. Tyle. Pytania moralizatorskie nt wartości ludzkiego życia skieruj do kogoś innego. Chyba, że znów mnie pomyliłeś z jakimś gościem z łowiecki.pl.
Cytuj:
Tzn. jak? Dla was były obce? Bo nie znaliście ich właścicieli?
Wyobrażam sobie 3 pozyskane żywcem, oznakowane (zarejestrowane) psy, które kręciły się po łowisku. Po ustaleniu właścicieli, przekazaniu psa i nałożeniu mandatu za puszczanie psa luzem (może jeszcze rachuneczek za przechowanie psa?) oraz w zależności od tego jak działa poczta pantoflowa ale nie później jak po ostatniej niedzielnej mszy - wszystkie burki będą na łańcuchach.
I to nie tylko w tej wsi ale i w sąsiednich.
Ano nie znaliśmy ich właścicieli – te psy widziano po raz pierwszy w naszym łowisku, ale najprawdopodobniej przywędrowały z sąsiedniego obwodu, ze wsi oddalonych o ładne parę kilometrów. Cieszę się, że sobie tak to wyobrażasz – też chciałbym, żeby tak było, póki co realia są inne i nic nie wskazuje, by ten stan rzeczy uległ zmianie.
Cytuj:
To było pytanie ironiczne. Bo wychodzi na to, że jednak z tymi zagryzieniami psów nie jest tak źle skoro uważasz, że macie czas na edukowanie. Tylko nie łapię jednej rzeczy. Psy strzela się przecież nie od dziś. Coś ta edukacja kuleje.
Cieszę się, że potrafisz ironizować. Nie mogę wypowiadać się za całą myśliwską Polskę, bo jak już wielokrotnie pisałem – u mnie w obwodach wielkiej tragedii nima. I oby było tylko lepiej. Natomiast jak wynika z wypowiedzi różnych kolegów – gdzieindziej sytuacja przedstawia się dużo bardziej pesymistycznie. Jan Paweł II mówił: na książki zawsze jest czas. To samo mogę Ci odpowiedzieć z edukacją: zawsze jest na nią czas. Poza tym nie łapiesz, bo nie masz czego – skoro takowa edukacja nie istnieje…

Zamiast niej dano myśliwym prawo likwidacji psów – taki doraźny środeczek, który daje spore szanse na konflikt z lokalnymi. Bardzo ładnie ujął to Sneo1, pisząc, że prawo jest absurdalne, gdyż nie daje mi np. możliwości wlepienia mandatu a daje możliwość odstrzału psa.
Cytuj:
Użyłem rozgraniczenia na właściciela i pseudowłaściciela specjalnie. Ja widzę różnicę między psem na spacerze z właścicielem idącym w pobliżu (nawet bez smyczy), a psem puszczonym samopas żeby kłusował.
Ja natomiast widzę różnicę między psem na spacerze w kagańcu i bez kagańca – oczywiście z właścicielem idącym w pobliżu… Mowa o lesie, polu, choć w przypadku tego drugiego przepisy nie zabraniają spuszczać psa ze smyczy. Nic nie wspominałem o sprawiedliwych karach – ale jeśli Cię to interesuje wejdź sobie na demotywatory.pl – tam tego jest sporo
Cytuj:
Proszę bardzo. Jak widać edukacyjna rola portalu myśliwskiego dociera do psiarzy ale niekoniecznie do myśliwych-adresatów...
Celowo spytałem Cię o def. psa zdziczałego, gdyż takowa nie istnieje – w żadnych przepisach. Powód: nie da się jej sprecyzować (a może nie ma psów zdziczałych?) więc powstają takie niby wytyczne, o których wiedziałem, ale nie o to mi chodziło. Zresztą dokładnie o tym samym mówił rzecznik PZŁ, odpowiadając na pytanie dziennikarza: jak wygląda pies zdziczały? Dla mnie – myśliwego - wypadł nieprzekonywująco, więc laicy tym bardziej mu nie uwierzyli. Proponuję więc byś zapoznał się z treścią pisma RPO do MŚ nt zdziczałych psów - temat „witam/zmiana ustawy” str. 17.